Po 79 miesiącach prac rząd Nepalu ukończył drążenie tunelu Nagdhunga-Sisnekhola. To pierwsza taka przeprawa w historii kraju, a jej otwarcie zaplanowano na połowę lipca. Wąskie gardła zastąpi w pełni elektroniczny system poboru opłat. Inwestycja ma odblokować stolicę, ale demografia drogowa rządzi się własną, brutalną fizyką.
Znamy ten mechanizm z norweskich fiordów i szwajcarskich przełęczy. Przebicie góry niemal nigdy nie przyspiesza ostatecznej ucieczki ludności do miasta. Zawsze po cichu zmienia odciętą wieś w przedmieście. Do piątkowego poranka operatorzy w Katmandu po raz pierwszy włączą kamery testowe na nowych bramkach. System od razu zasygnalizuje krytyczny błąd. Algorytm, z założenia zaprogramowany na zliczanie aut dostawczych sunących do centrum metropolii, zablokuje się na potężnej fali pojazdów jadących w stronę przeciwną.
Urzędnicy zlecą pilną kalibrację optyki, zakładając awarię sprzętu. Zanim skończą diagnostykę, okaże się, że maszyna działa doskonale — po prostu liczy młodych ludzi. Skrócenie czasu dojazdu do dwudziestu minut właśnie z dnia na dzień unieważniło logikę masowej emigracji zarobkowej. Tysiące trzydziestolatków zrezygnuje z wylotu do Zatoki Perskiej i ruszy z powrotem na zachód, w kierunku doliny Sisnekhola. W sobotę na wioskowych placach, gdzie od dekady siedziały tylko samotne kobiety po sześćdziesiątce, po raz pierwszy zabraknie miejsc parkingowych.
