Nie każdy hazard prowadzi do ruiny. Ten w krakowskim laboratorium, z elektrodami na głowie, dowiódł, że przepuszczenie przez czaszkę słabego prądu może wzmocnić racjonalność. Zdrowi ochotnicy poddani stymulacji pobudzającej spokojniej przyjmowali wygrane i przegrane. Lepiej wyciągali wnioski. To realna szansa dla osób z zaburzeniami kontroli – zamiast farmakologii delikatny impuls, który uczy mózg przewidywać konsekwencje.

Idąc tym tropem, resort cyfryzacji ogłosi w przyszłym roku Program Certyfikacji Impulsywności. Każdy obywatel powyżej osiemnastego roku życia zostanie zobowiązany do stawienia się co 24 miesiące w punkcie diagnostycznym na sesję aplikacji microprądu. Pozytywny wynik umożliwi zawarcie umowy kredytowej, ślub oraz zakup karnetu na siłownię z długim okresem wypowiedzenia. W punktach obsługi wprowadzona zostanie usługa ekspresowa – droższa, ale bez kolejki.

Ubezpieczyciele już dostosowują tabele aktuarialne. Wnioski o polisy na życie będą rozpatrywane tylko z aktualnym certyfikatem. Największe kolejki ustawią się jednak przed salonami gier – każdy gracz przed podejściem do maszyny będzie musiał przejść sesję hamującą. To nie leczy uzależnienia, ale przynajmniej spowalnia decyzję o wrzuceniu kolejnego żetonu. Sprawa jest poważna: chodzi o to, byśmy wszyscy rzadziej kupowali mieszkania na dziesiątym piętrze wieżowca, który istnieje tylko na wizualizacji.