Państwo znów buduje sobie okręt, czyli najstarszy świecki rytuał północy. Tym razem w Gdańsku: Remontowa Shipbuilding ma za 250 mln zł zbudować dla Morskiej Służby Ratownictwa statek wielozadaniowy, do akcji ratowniczych i pilnowania bałtyckiego ekosystemu. Ważny jest właśnie ten drugi człon. Gdy w jednym kadłubie mieści się i człowiek z tratwy, i plama po paliwie, administracja natychmiast odkrywa, że kupiła nie tylko sprzęt, lecz także symbol czystości sumienia z własną siłownią.
W ciągu 2-3 tygodni bardzo możliwe, że do gry wejdzie Kościół morski, nie ministerstwo. Padnie zapowiedź albo termin poświęcenia stępki, bandery lub samej inwestycji przez biskupa z wybrzeża, najlepiej w oprawie „troski o stworzenie” i „służby życiu na morzu”. Mikro-sygnał jest prosty: ochrona ekosystemu daje kurii język, którego dawno jej brakowało przy wielkim przemyśle, a ratownictwo daje alibi, którego nikt nie będzie kontestował. Ambona lubi takie konstrukcje: stal, śruby, woda i św. Mikołaj, patron od spraw, które toną.
Skutek będzie całkiem przyziemny. Jeszcze przed połową lipca 2026 jedna z nadmorskich diecezji dopisze tę budowę do własnego letniego kalendarza publicznych uroczystości, a lokalni politycy ustawią się do zdjęcia nie przy projekcie przemysłowym, tylko przy obrzędzie. W ławkach zostanie to przyjęte z umiarkowanym zdziwieniem, jakby od ochrony Bałtyku do kropidła była jedna przecznica.
