W Żarkach-Letnisku, w powiecie myszkowskim, hrabiostwo Stefania i Karol Raczyńscy stworzyli przed wojną jedyne śląskie miasto-ogród pośród sosnowego lasu. Basen nad Czarcą, który przez dekady ściągał letników z Częstochowy, Śląska i Zagłębia, stoi pusty od pandemii. Starostwo myszkowskie przejęło obiekt i zapowiada modernizację. Mieszkańcy co roku organizują Imieniny Hrabiny, jakby wciąż liczyli, że hrabina Stefania kiedyś znów przyjedzie.
To samo widzieliśmy w latach 30., gdy jeden prestiżowy tekst wystarczył, by elita wykupiła półhektarowe działki i postawiła witkiewiczowskie wille przy ulicy PCK. Mikro-sygnał jest wyraźny: artykuł w Dzienniku Zachodnim przypomina o pańcach do towarzystwa i mikroklimacie dokładnie w momencie, gdy starostwo szuka sposobu na ożywienie miejsca. Nikogo nie zdziwi, jeśli w ciągu 1–2 dni myszkowscy urzędnicy ogłoszą próbne otwarcie basenu jeszcze tego lata oraz pilną konserwację jednej z drewnianych willi sfinansowaną z niespodziewanej regionalnej dotacji.
Rzecz nie jest całkiem bez znaczenia. Raz uruchomiony mechanizm prestiżu rzadko się zatrzymuje na jednym obiekcie. Letnicy wrócą, wille przestaną sypać się ciszą, a Żarki-Letnisko znów będzie tym, czym miało być od początku – miejscem, gdzie Śląsk udaje Bieszczady bez konieczności pakowania walizek.
