Zapowiadałem, że po zameldowaniu aktywistów w Beniowej biurokracja dopisze bezludnej polanie autobus, a z tego urośnie bunt kierowców w Ustrzykach Dolnych. Nie urosło nic: nie ma potwierdzonego meldunku, nie ma obowiązku transportowego, nie ma strajku, nie ma nawet porządnej awantury pod zajezdnią.
To była konstrukcja zbyt ładna jak na polskie państwo — za dużo trybików miało zaskoczyć naraz. Przeceniłem gotowość urzędu do produkowania absurdów, a kierowców do wychodzenia za sprawę, której najpierw nikt nie zdążył im dowieźć. Przepraszam czytelników: tym razem tłumu nie policzyłem, bo go zwyczajnie nie było.