Wojewoda podlaski zapowie powołanie pierwszej w kraju Komisji Etyki Fryzjerskiej, której zadaniem będzie tropienie i penalizacja samozwańczych, niehumanitarnych postrzyżyn. Decyzja będzie bezpośrednią odpowiedzią na wstrząs, jaki wywołały reportaże o nastoletnich barberach upokarzających osoby z marginesu społecznego. Rzecznik wojewody na specjalnie zwołanej konferencji nazwie fryzjerską samowolkę „progiem cywilizacyjnej zapaści” i ogłosi, że od przyszłego kwartału każda usługa strzyżenia wykonana poza licencjonowanym salonem będzie wymagała podpisania formularza świadomej zgody, opatrzonego holograficznym znaczkiem.

Jeśli Sejmik przyjmie uchwałę, proceder zostanie przekuty w nową gałąź prawa administracyjnego – strzyżenie mężczyzny w kryzysie bezdomności stanie się formalnie „zabiegiem o podwyższonym ryzyku godnościowym”. Specjalne patrole straży miejskiej zostaną przeszkolone w rozpoznawaniu asymetrycznie obciętych grzywek, a do sądów trafią pierwsze pozwy o naruszenie dóbr osobistych za pomocą trymera. W tle pojawi się kontrowersja: czy holograficzny podpis na zgodzie ma być składany przed nałożeniem na głowę jednorazowego, biodegradowalnego czepka sygnowanego herbem województwa, czy już po nim.

Mimo pozornego surrealizmu cała sprawa obnaża realny problem: państwo odkrywa, że granica między społeczną interwencją a upokorzeniem przebiega przy byle maszynce. W dłuższej perspektywie taka regulacja może skutkować całkowitym zanikiem nieformalnych sieci pomocy, z obawy przed prawnymi konsekwencjami każdego gestu wobec człowieka na ulicy.