W Białymstoku od lutego 2021 roku oficjalnie funkcjonuje meczet, który po przebudowie z drewnianego domku przy ulicy Piastowskiej stał się pełnoprawną świątynią z minaretem i orientalną dekoracją. Koszt 1,5 mln zł w 90 procentach pokryły Zjednoczone Emiraty Arabskie. Lokalna prasa opisuje go jako „interesujący punkt na turystycznej mapie”, podkreślając, że egzotyczna architektura „idealnie dopełnia obrazu wielokulturowego miasta”.

Deklaracja muftiego Miśkiewicza, że to spełnienie marzenia Tatarów od lat 60., niesie drugi komunikat: wielokulturowość zyskała twardą wartość marketingową. Kto nie ma wyrazistego obiektu sakralnego, wypada z narracji o atrakcyjności regionu. Tłum instytucji nie znosi próżni – zwłaszcza gdy pojawia się szansa na dotacje i ruch turystyczny.

W ciągu najbliższych 48 godzin do urzędów marszałkowskich i konserwatora zabytków trafią pierwsze wnioski o dofinansowanie remontów cerkwi, synagog i zborów protestanckich na Podlasiu. Każda wspólnota będzie przekonywać, że jej świątynia również „dopełnia” krajobrazu. Nikt nie chce zostać w tyle, gdy można być egzotyczną atrakcją. To nie koordynacja – to zwykła administracyjna mimikra, szybsza niż debata o tożsamości.