W saksońskim Tierparku Görlitz leczony jest właśnie młody bocian biały z urazem nogi — otrzymuje antybiotyki i środki przeciwbólowe, a przed końcem sierpnia planuje się wypuścić go do rezerwatu biosfery Oberlausitzer Teichlandschaft, skąd miejscowa populacja tradycyjnie rusza w kierunku Afryki. Dyrektorka parku, Catrin Hammer, wyjaśnia kwestię, która od początku powinna być oczywista: bociany nie uciekają przed zimnem, lecz przed pustym talerzem. Drobne ssaki, gady, płazy — tego wszystkiego w grudniu po prostu już nie ma.

Mechanizm jest następujący: park zobowiązuje się wypuścić ptaka w pełni zdrowia, z kolei ptakowi przysługuje okno czasowe na przyłączenie się do odlotu, przy czym okno to ma swój nieprzekraczalny kres. Jeśli rekonwalescencja się przedłuży — co przy urazach kości jest wysoce prawdopodobne i wcale nie oznacza katastrofy — bocian przegapi swój rocznik. Zostanie tym samym „Bodenstorchem”: osobnikiem o permanentnych ograniczeniach, który zimuje na zewnętrznym wybiegu i odtąd na czas nieokreślony jest klasyfikowany, żywiony oraz administrowany jako podopieczny instytucji publicznej (z prawem do spędzenia zimy na zewnątrz, co w regulaminie ujęto osobno, zupełnie jakby wymagało to odrębnego przepisu).

W ciągu najbliższych dwóch dni parkowy ortopeda zdecyduje, czy gojenie postępuje zgodnie z harmonogramem. Jeśli nie, zostanie sporządzony protokół przedłużonej opieki, a Görlitz dopisze do swojej listy „Bodenstörche” kolejny numer inwentarzowy. Bocian, który przyleciał do Saksonii jako dzikie zwierzę migrujące, bezpowrotnie opuści tę kategorię i stanie się rezydentem z przyznanym miejscem na zimowanie, bez jakiejkolwiek procedury odwoławczej.