Na regale w salonie Barbary Wysockiej, nauczycielki matematyki z Bydgoszczy, stoi siedem zegarków. Nie wszystkie chodzą. Jeden jest po mężu, jeden po ojcu, jeden kupiła sama w Stambule w 2019 roku, bo miał ładne cyfry. Mówi o nich jak o rodzinie: ten jest spokojny, ten nerwowy, ten nie przyznaje się do starości. O Apple Watchu, który jej córka zostawiła na szafce w grudniu ubiegłego roku i o którym zapomniała, mówi po prostu: „to jest coś do zabrania na siłownię”.
Barbara nie jest tutaj bohaterką anegdoty. Jest świadkiem.
Skóra zamiast szkła, puls zamiast powiadomień
Smartfony zaczynają mierzyć ciało. Nie metaforycznie — dosłownie: sensory umieszczone w tylnym panelu telefonu lub w bocznej ramce potrafią już rejestrować tętno przez przyłożenie palca, temperatura otoczenia jest mapowana przez baterię czujników środowiskowych, a kamery z podczerwienią monitorują saturację. Producenci — Samsung, Apple, kilku mniejszych graczy z Shenzhen — od kilku miesięcy testują integrację tych funkcji w oprogramowaniu systemowym, nie jako ciekawostkę w menu, lecz jako coś uruchamianego automatycznie, pasywnie, nieustannie. Telefon leżący na stole obok kubka z kawą będzie wiedział o właścicielu więcej niż lekarz pierwszego kontaktu, który ma dziesięć minut na wizytę.
To nie jest nowa idea. Przez ostatnią dekadę zegarki sportowe były awangardą tego projektu: Garmin, Fitbit, Polar mierzyły kroki, sen, tętno. Ale zegarek wymagał decyzji — trzeba go było kupić, założyć, ładować. Telefon już tam jest. Leży w kieszeni, na stole, na nocnej szafce. Nie wymaga decyzji. Jest.
Ul. Jagiellońska 14, piętro drugie, okno na podwórze
Trudno mi pisać o tym inaczej niż przez konkretne miejsce. Wyobraźmy sobie — i jestem przekonany, że za trzy tygodnie będę mógł to zweryfikować — warszawski sklep z elektroniką w kamienicy z lat sześćdziesiątych, lastryko na posadzce, ściany wyłożone białą glazurą do połowy wysokości, dalej farba olejna w kolorze ecru. Taki lokal w Polsce ma w sobie pamięć po aptece albo po sklepie mięsnym. Teraz sprzedają w nim kable i etui.
W pierwszym tygodniu lipca stanie tam prawdopodobnie stoisko z nowymi modelami telefonów z wbudowanymi czujnikami biometrycznymi. Producenci zaplanowali europejskie wprowadzenie na przełom czerwca i lipca — to standardowy cykl dla sprzętu zapowiadanego na wiosennych prezentacjach. Stoisko będzie miało małe ekrany demonstracyjne z animacjami pokazującymi, jak telefon „widzi” ciało. Grafiki wyglądają jak schematy z podręcznika anatomii. Sprzedawca — Patryk, dwadzieścia siedem lat, w granatowej koszulce polo z logo sieci — będzie tłumaczył tę funkcję ludziom, którzy przyszli po powerbank.
Zegarek na hakach przy wyjściu
Pod koniec czerwca, kiedy sprzedaż zegarków sportowych w Polsce zacznie wykazywać pierwsze korekty, dystrybutorzy zaczną cicho przesuwać ich ekspozycję. Nie wycofają — to byłoby zbyt czytelne. Przestawią je z pierwszego stołu na bok, bliżej działu z akcesoriami. Środkowa półka zwolni miejsce dla telefonów z funkcją zdrowotną. To ruch logistyczny, który w handlu elektroniką oznacza wyrok bez formalnego ogłoszenia.
Wysocka pójdzie do tego sklepu w sobotnie południe, bo potrzebuje ładowarki. Przy wyjściu, na hakach, będzie wisiało kilka zegarków sportowych z wyprzedaży. Zatrzyma się na chwilę. Jej Apple Watch leży nadal na szafce córki. Ona sama wychodzi z domu z telefonem i parasolem i to jej wystarczy do mierzenia czasu.
Ciało jako mieszkanie bez pozwolenia na budowę
To, co wydarzy się w nadchodzących tygodniach, nie jest techniczną rewolucją. Jest przesunięciem granicy między przestrzenią intymną a przestrzenią zmierzoną. Zegarek był dobrowolny: zakładało się go albo nie. Telefon jest już w środku życia — w kieszeni podczas rozmowy z dzieckiem, na stole podczas obiadu, przy poduszce o drugiej w nocy, gdy nie można zasnąć.
Architekci mówią, że najgorzej zaprojektowany budynek to taki, który nie pozwala mieszkańcowi zapomnieć, że w nim jest. Ściany, które mówią: jesteś tutaj. Sufit, który nie odpuszcza. Ten telefon będzie miał podobny temperament. Zmierzy stres o 2:14 w nocy, gdy właściciel nie śpi, i zaproponuje ćwiczenie oddechowe. Zarejestruje podwyższone tętno podczas kłótni i zasugeruje przerwę.
Klienci, którzy w lipcu kupią te telefony, nie będą do końca wiedzieć, że kupują też sublokatora.
Na regale u Wysockiej zegarki stoją w rzędzie. Siedem tarcz, siedem par wskazówek. Ten stambulski ma, jak mówi, ładne cyfry. Leży obok niego telefon, ekranem do dołu, bo tak się kładzie telefony, gdy się nie chce, żeby patrzyły.
