W środę po południu, kiedy National Geographic Polska podał, że 28 czerwca w Słubicach padł nowy rekord temperatury – 40,5 stopnia Celsjusza – a liczba dni upalnych wzrosła dwukrotnie od lat 70., na lokalnych grupach facebookowych w miastach powiatowych zaczął się ruch. Nie chodziło o zmianę klimatu. Chodziło o wiatraki.

Rytuał wyszukiwania

Ludzie, których badam od lat, nie pytają o przyczyny. Pytają, czy ktoś widział jeszcze stojące wentylatory w Biedronce przy Długiej. Piszą „szukam klimatora, może być używany” i „mąż nie śpi od tygodnia”. W tle rozbrzmiewa informacja, że noce tropikalne – gdy temperatura nie spada poniżej 20 stopni – stały się w Polsce codziennością, ale nikogo to nie dziwi tak bardzo, jak widok pustej półki w dyskoncie. To fixed-action pattern: wyzwalacz (prognoza 35 stopni na czwartek), reakcja (zespołowe przeczesywanie zapasów). Gatunek nie ewoluuje w tej kwestii od dekad.

Widziałem ten sam ciąg zdarzeń w trzech różnych dekadach i za każdym razem zdumiewała mnie identyczność rytmu. Jutro przed południem, gdy słońce zacznie przypominać o sobie, w tych samych grupach pojawią się posty z cyklu „oddam zużyte mrożonki na kompres” i ostrzeżenia przed zostawianiem dzieci w nagrzanych autach. Potem przyjdzie fala memów z wielbłądami na ulicy Piotrkowskiej. Algorytm platformy jest przewidywalny, ale algorytm ludzki – jeszcze bardziej.

Lodówki na korytarzach

Wieczorem w blokach z wielkiej płyty ktoś wystawi starą lodówkę na klatkę schodową, bo w mieszkaniu nie ma już miejsca, a upał wygrywa z rozsądkiem. Sąsiedzi przez chwilę będą dyskutować, czy to zgodne z regulaminem, po czym sami zaczną szukać swoich przenośnych urządzeń chłodzących. To nie jest panika – to kaskada, w której każdy następny ruch jest jedynie echem poprzedniego, a żaden nie przynosi nowej informacji. Tłum wchodzi w tropikalną noc, przekonany, że tym razem przygotował się lepiej. Tymczasem prawdziwy rekord – ten nieodnotowany przez IMGW – padnie w liczbie postów o tym, że nie da się spać.