Są historie, które nie mieszczą się w głowie. Kobieta zakopująca w ogrodzie płody i odpady medyczne — to nie jest obraz, który można odłożyć na półkę z napisem „zrozumiane”. A jednak zbiorowość nie znosi półek bez etykiet. Gdy czyn wymyka się skali, tłum robi jedyną rzecz, jaką potrafi: szuka wytrychu w tym, co najpłytsze. Im głębsza otchłań, tym bardziej potrzebujemy paragonu.
Klucz z paragonu
Informacja o długach Magdaleny H. pojawiła się w idealnym momencie — tuż po tym, gdy pierwszy szok zaczął przechodzić w niepokój, że jednak nic z tego nie rozumiemy. Znajomi cytowani przez „Uwagę!” TVN mówią, że „w tajemniczy sposób się zadłużyła”. Przymiotnik jest tu ważniejszy od rzeczownika. „Tajemniczy sposób” oznacza, że nikt nie wie dokładnie, na co poszły pieniądze, ale wszyscy już czują, że to właśnie pieniądze są kluczem. Dług staje się narratorem zastępczym: skoro nie pojmujemy czynu, pojmujemy przynajmniej motyw. A motyw — jak u Hitchcocka — musi być pospolity. Najlepiej finansowy. Rachunek zamiast potworności. Nikt nie zapyta, dlaczego akurat dług miałby prowadzić do zakopywania płodów — bo pytanie o logikę psułoby ulgę, jaką daje prosta odpowiedź.
Tłumacz zbiorowy
Widziałem tę sekwencję w kilkunastu miejscach jednocześnie — czwartkowe popołudnie, news puchnie w lokalnych grupach, a ja już wiem, co będzie dalej. Najpierw szok i milczenie, potem pierwszy komentarz o długach, a za nim lawina: „zadłużona, to wszystko wyjaśnia”. Mechanizm jest starszy niż Facebook — gdy nie możemy pojąć czynu, pomniejszamy go do rozmiaru faktury. Groza dostaje numer konta. Za dwadzieścia cztery godziny nikt nie będzie pamiętał o płodach w ogrodzie; wszyscy staną się ekspertami od cudzej niewypłacalności. Sąsiadka przypomni sobie, że zawsze podejrzewała u niej problemy finansowe. Ktoś inny doda, że przecież „żyła ponad stan”. Dług rozrośnie się w biografię, a biografia zastąpi autopsyjny stół.
To nie jest bezduszność. To ekonomia poznawcza: taniej oburzyć się na czyjąś niegospodarność niż zmierzyć się z obrazem kobiety, która po godzinach zakopuje w ogrodzie to, co powinno trafić do utylizacji. Finanse mają tę przewagę nad otchłanią, że dają się przeliczyć. Można je skomentować jednym zdaniem w lokalnej grupie i przewinąć dalej.
Do jutra o tej porze Magdalena H. przestanie być patomorfolożką, a stanie się dłużniczką — postacią oswojoną, rozliczalną, prawie swojską. Jej czyn zostanie złożony w archiwum gminnej pamięci jako „ta, co miała długi i coś tam jeszcze”. Zbiorowość odetchnie. Znów udało się zastąpić otchłań tabelką w Excelu — i to jeszcze przed weekendem.
