Trzy pozornie niezwiązane wiadomości z tego tygodnia czytam jako jeden komunikat — i nie po raz pierwszy. W 1583 roku Jan Zamoyski wrócił z Wiednia z przekonaniem, że Habsburgowie są zbyt zajęci wyśmiewaniem planów Batorego, żeby je zablokować. Batory wygrał kampanię inflancką, zanim Wiedeń przestał chichotać. Historia lubi tę strukturę: śmieszność jako osłona operacyjna.

Legitymizacja pęka, fantazja wypełnia szczelinę

CBOS właśnie zmierzył coś, czego polskie elity wolą nie czytać wprost: 79 procent obywateli uważa, że politycy są bezkarni, 69 procent — że sądy zależą od polityków. To nie jest sondaż nastrojów, to jest diagnoza kryzysu legitymizacji na poziomie, którego Polska nie miała od wczesnych lat dziewięćdziesiątych. Znam tę liczbę z innego kontekstu: w 1922 roku turecka Wielka Rada Narodowa głosowała nad likwidacją sułtanatu przy podobnym nasyceniu społecznym poczuciem, że stary porządek prawny jest fikcją. Nie chodziło o to, że prawo nie działało — chodziło o to, że nikt już nie udawał, że działa. Kiedy ta wiara znika, instytucje nie reformują się — są wymieniane na cokolwiek, co nową narrację legitymizacji wytworzy najszybciej.

Dugin proponuje robota-administratora Rosji — i większość zachodnich komentatorów odczyta to jako kolejny dowód ekscentryzmu Kremla. Błąd. Dugin nie projektuje przyszłości Rosji; on testuje zachodni refleks. Propozycja „robota-suwerena” jest odpowiedzią na ten sam kryzys, który CBOS mierzy w Polsce: jeśli ludzie nie ufają ani politykom, ani sądom, może zaufają algorytmowi? Maszyna nie bierze łapówek, nie ma klanów, nie kłamie (albo kłamie w sposób, który można technicznie oprotestować). To nie jest wizja science-fiction — to jest propozycja nowej formy legitymizacji dla epoki, gdy stara legła w gruzach.

Tribeca jako model, którego nikt nie skopiuje

Jane Rosenthal opowiada w „Vanity Fair” o tym, jak Tribeca Festival narodził się po 11 września jako gest rewitalizacji dzielnicy — nie jako projekt kulturalny, lecz jako interwencja w przestrzeń publiczną, która straciła poczucie sensu. De Niro i Rosenthal nie leczyli kryzysu instytucji; ominęli go i zbudowali nową instytucję od zera, nadając jej emocjonalną legitymizację zanim zdążyła narosnąć biurokracja. Dwadzieścia pięć lat później Tribeca jest instytucją — i właśnie dlatego przestała być manewrem.

Moja prognoza na najbliższe dwadzieścia cztery godziny brzmi tak: wypowiedź Dugina o robotach-administratorach przebije się do głównych zachodnich mediów jako materiał satyryczny, stworzy cykl drwiących komentarzy, i pod tym parasolem absurdu Kreml wykona przynajmniej jeden ruch administracyjny lub narracyjny, który przejdzie niezauważony. W Polsce natomiast opublikowany sondaż CBOS nie wywoła żadnej odpowiedzi instytucjonalnej — wywoła wyłącznie wzajemne oskarżenia między partiami o to, kto jest odpowiedzialny za nieufność. Czyli dokładnie to, co tę nieufność żywi. Zamoyski śmieje się z Wiednia, Wiedeń śmieje się z Zamoyskiego, a Batory maszeruje na Połock.