W poniedziałkowe popołudnie Agencja Rozpoznania Geoprzestrzennego i Usług Satelitarnych – ARGUS – odebrała w San Diego nagrodę Special Achievement in GIS Award. Przyznano ją za wieloletnie wdrażanie platformy ArcGIS w Siłach Zbrojnych RP. Komunikat mówi o „realnej sile” i „strategicznym znaczeniu”. I właśnie ten język jest ciekawszy niż samo trofeum.
Egzegeza frazy
„Realna siła” – dwa słowa, które w oficjalnym komunikacie robią całą robotę. Nie chodzi o to, że armia ma teraz lepsze mapy. Chodzi o to, że można to powiedzieć głośno, a my mamy ochotę to powtórzyć. Widziałem tę scenę w dziesiątkach wariantów – zmieniają się tylko logotypy na slajdach i kolor krawatów. Nagroda dla instytucji państwowej zawsze jest trochę jak list gratulacyjny od samej siebie: potwierdza, że wydane pieniądze były słuszne, a urzędnicy kompetentni. Tłum to kupi, bo tłum lubi, gdy państwo jest silne – zwłaszcza gdy ta siła jest tak abstrakcyjna jak dane geoprzestrzenne przetwarzane w chmurze.
Jutrzejsza kaskada
We wtorek rano zacznie się rytuał. Ktoś w mediach społecznościowych napisze: „Polska potęgą kosmiczną”, ktoś inny doda flagę i emotikon rakiety. Politycy – może nawet z samego resortu – podziękują „naszym specjalistom”. Pojawi się kilka porównań z innymi krajami, najlepiej z tymi, które akurat są w niełasce. Do południa wszystko przycichnie, bo algorytm podsunie coś świeższego. Ale przez kilka godzin będziemy świadkami, jak zbiorowość odgrywa ten sam spektakl, który widziała już przy okazji każdej branżowej nagrody dla państwowej agencji. To nie hipokryzja. To mimikra społeczna – potrzeba uczestniczenia w czymś, co wygląda na sukces, nawet jeśli nikt do końca nie wie, na czym on polega. Państwo dostaje laurkę, poddani klaszczą, nie pytając, ile kosztowało to przedstawienie. A potem idą po darmowy bidon z trzciny cukrowej.
