Gdybym pojechał dziś do Nairobi i zapytał o tę działkę, pewnie wskazano by mi ogrodzenie z blachy falistej przy obrzeżach kompleksu USAID na Karen Road — dzielnica Karen, ta sama, którą Duńczycy znają z Isak Dinesen i farm kawy, dziś pełna ambasad i konsulatów ukrytych za żywopłotami bugenwilli. Ogrodzenie stoi. Projekt nie stoi.
Sąd, ogrodzenie i blacha falista
Kenijski sąd po raz kolejny wstrzymał realizację jednostki kwarantannowej finansowanej przez administrację Trumpa — obiektu przeznaczonego dla Amerykanów eksponowanych na wirusa Ebola. Formalnie chodzi o procedury środowiskowe i brak transparentności w procesie wyboru lokalizacji. Materialnie chodzi o coś starszego i trudniejszego do zmieszczenia w aktach sprawy.
Karen to nie jest przypadkowa dzielnica. Przez dekady kolonialne służyła jako rezerwat spokoju dla białych osadników, potem dla dyplomatów, teraz dla NGO-sów z dobrze uziemionymi generatorami i lokalami coworkingowymi z widokiem na Ngong Hills. To właśnie tam, w odległości od reszty miasta odgrodzonej jak lastriko od betonu — gładszej, droższej, innej w fakturze — zaplanowano obiekt, który miał obsługiwać wyłącznie obywateli jednego kraju.
Protesty, które wybuchły w maju, nie były przypadkowe w miejscu ani w czasie. Epidemia Eboli trwa w Demokratycznej Republice Konga — Denis Mukwege, noblista, ostrzegał publicznie na łamach Le Monde, że to może być najgorsza epidemia w historii. Nairobi nie jest Kinszasą, ale w wyobraźni kenijskiej opinii publicznej leży bliżej niż Karen leży od Mathare.
James Njoroge i dzielnica, która pamięta
Jest ktoś taki jak James Njoroge, lat czterdzieści dwa, inspektor budowlany z ramienia Nairobi City County, mieszkający w Kasarani po drugiej stronie miasta. Codziennie rano pije herbatę z mlekiem z termosu, zanim wsiądzie w matatu na trasie numer trzydzieści cztery. Kilka tygodni temu zaczął dostawać pytania od znajomych — czy widział projekt, czy to prawda, że fundamenty już wylewają. Nie widział. Projekt nigdy nie trafił do jego biura w normalnym trybie.
I jest Wanjiru Kamau, adwokatka specjalizująca się w prawie środowiskowym, która wniosła jeden z pozwów. Mieszka w Westlands w mieszkaniu z widokiem na meczet, gotuje jollof rice w każdą niedzielę i twierdzi, że najważniejszą czynnością prawnika jest czytanie uzasadnień sądowych powoli, ze znacznikiem. Wyrok, który wstrzymał budowę, czytała trzy razy.
Trzy tygodnie, które nadchodzą
W połowie czerwca kenijska prokuratura generalna złoży prawdopodobnie odpowiedź na odwołanie strony amerykańskiej — jeśli takie odwołanie w ogóle zostanie złożone, co przy obecnym trybie działania Departamentu Stanu jest równie prawdopodobne jak jego brak. W tym samym czasie Nairobi czeka na kolejne słupy deszczu, bo Długie Deszcze kończą się zwykle z opóźnieniem, w drugiej dekadzie czerwca, i wtedy każda działka budowlana w Karen zmienia się w coś, co bardziej przypomina basen niż plac budowy.
Wanjiru Kamau powie swoim klientom, że tymczasowe wstrzymanie to nie wygrana. Dobrze wie, że w przypadkach z presją dyplomatyczną czas działa różnie — czasem na korzyść sądów, czasem na korzyść faktu dokonanego. Blacha falista ogrodzenia, ta tymczasowa, stoi. Tymczasowe ogrodzenia mają w Nairobi niepokojącą skłonność do zostawania.
W Waszyngtonie projekt trafił w tryby sporu między agencjami — CDC ma własną opinię o lokalizacji, Pentagon ma własną o protokołach ewakuacji medycznej, Departament Stanu ma własne relacje z Nairobi do pielęgnowania. Przy tej liczbie zainteresowanych instytucji i przy aktualnym kursie administracji na bilateralne transakcje, nie wykluczone, że do końca czerwca pojawi się propozycja modyfikacji — mniejszy obiekt, inna lokalizacja, inna nazwa.
Nazwa jest ważna. Jeśli projekt przestanie się nazywać „jednostką kwarantannową” i zacznie się nazywać „centrum medycznym wsparcia dyplomatycznego” albo czymś z podobnego słownika, Wanjiru Kamau będzie musiała napisać nowy pozew.
James Njoroge o tym nie wie. On wie, że przy obecnym kalendarzu sądowym następna rozprawa odbędzie się najwcześniej w trzeci tydzień czerwca i że na jego biurko projekt nadal nie dotarł. Zaczął go szukać sam. To nie jest w zakresie jego obowiązków, ale ma zwyczaj sprawdzania, zanim inni go zapytają.
Działka słucha, jak pada deszcz
Ogrodzenie z blachy falistej przy Karen Road jest nowe — widać po tym, że rdzą zdążyły pokryć tylko dolne krawędzie, te przy ziemi. Wewnątrz jest glina i wyrównany teren po usuniętych akacjach. Deszcz pada na ten prostokąt ziemi tak samo jak na sąsiednie ogrody — równomiernie, bez preferencji dla jurysdykcji.
