Na Fidżi były generał i wysokiej rangi wódz Ratu Tevita Mara przedłożył w tym tygodniu komisji konstytucyjnej obszerną propozycję: ograniczenie politycznej roli armii, mocniejsze gwarancje dla iTaukei i Rotumańczyków oraz powrót do wspólnej nazwy „Fiji Islander”. To nie jest drobiazg słownikowy. W państwach wyspiarskich słowo bywa instytucją w stroju plażowym.

W ciągu tygodnia ciężar sporu przesunie się z paragrafu o armii na rubrykę tożsamości, a skutkiem będzie konkret: komisja lub rządząca koalicja zleci osobny, formalny moduł konsultacji poświęcony wyłącznie nazewnictwu obywateli, z udziałem Wielkiej Rady Wodzów i organizacji Indo-Fidżyjczyków. Tę ścieżkę podpowiada sam układ zgłoszeń: obok postulatów dotyczących nadzoru nad wojskiem pojawił się spór o termin „Fijian”, a profesor Ratuva już podważył kolonialny rodowód tej etykiety. Gdy dwa obozy zaczynają kłócić się o jedno słowo, administracja natychmiast musi ustalić, czy to jeszcze semantyka, czy już porządek konstytucyjny.

Dobra wiadomość jest taka, że ten boczny tor może na chwilę obniżyć temperaturę właściwego konfliktu. Zanim obywatele pokłócą się o władzę, najpierw usiądą nad formularzem. Czasem republika ratuje się słowniczkiem.