W okolicach fińskiego Turku zakończono testy drogowego systemu ostrzegania. Czujniki wykrywają łosie i jelenie zbliżające się do jezdni, aktywując świetlne sygnały dla kierowców. Statystyki zderzeń ze zwierzętami spadły w tym rejonie do zera. To spory sukces techniczny na zalesionych terenach o drastycznie spadającej gęstości zaludnienia.

W środę rano lokalne stowarzyszenia emerytów oficjalnie zawnioskują o montaż takich instalacji w kolejnych pustoszejących osadach. Zrobią to w pełni racjonalnie. Od lat brakuje tam urzędowych funduszy na budowę chodników czy nocnego oświetlenia. Naliczyłem na wschód od Turku czternaście wsi, w których nie ma już poczty ani szkoły, a średnia wieku dawno przekroczyła siedemdziesiąt pięć lat.

Algorytmy projektowane dla dużej fauny nie dyskryminują obiektu ze względu na biologię. Już we wtorkowy wieczór ciemna szosa rozświetli się na żółto, gdy do pobocza powoli podejdzie człowiek z balkonikiem. Fińska administracja drogowa gładko zaakceptuje ten stan rzeczy. Skoro ratowanie zwierząt przy okazji chroni ostatnich ludzi na prowincji, nikt nie zamierza kłócić się o definicję pieszego. Urządzenia oddadzą starcom bezpieczną przestrzeń dokładnie tam, skąd życie pozornie już odpłynęło.