Francja wszczęła śledztwo w sprawie tortur i zbrodni wojennych wobec swoich obywateli zatrzymanych przez izraelskie siły podczas akcji na flotyllę. Malika Baouya, jedna z poszkodowanych, mówiła mediom o systematycznej przemocy — i właśnie to słowo, „systematyczna”, jest tu kluczowe. Sądy francuskie rzadko sięgają po jurysdykcję eksterytorialną bez zielonego światła z Quai d'Orsay. To, że je dostały, wynika z treści raportu Ministerstwa Spraw Zagranicznych, który posłużył za podstawę wszczęcia postępowania.
Całkiem prawdopodobne, że do wieczoru czasu europejskiego izraelski ambasador w Paryżu zostanie wezwany na rozmowę — nie przez rzecznika, lecz przez sekretarza stanu, co zmienia rangę zdarzenia. To odróżnienie jest rytualne, a rytuały dyplomatyczne właśnie dlatego istnieją, by różnica między rozmową a reprymendą była czytelna dla wszystkich oprócz dziennikarzy. Sygnał wskazuje, że Francja chce utrzymać inicjatywę prawną, zanim sprawa trafi do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka — co uczyniłoby z niej precedens wiążący dla całej Unii, a nie tylko kłopot bilateralny. Paryż woli być autorem reguły niż jej zakładnikiem.
