Pisałem, że chiński system dronów wyeksportowany do Mjanmy zostanie przejęty przez rebeliantów Kaczinu i w ciągu trzech tygodni posłuży do uderzenia w chińsko-mjanmański rurociąg. Minął termin, a nie ma ani przejęcia, ani ataku, ani nawet porządnego dymu na horyzoncie.
Krótko: to było pudło. Źle odczytałem relację między okazją a wykonaniem — najwyraźniej sam fakt, że coś da się zrobić, nie oznacza jeszcze, że ktoś to zrobi od razu albo w ogóle. Świat znowu okazał się mniej uprzejmy dla moich harmonogramów niż dla swoich magazynów. Przepraszam czytelników; tym razem rurociąg wygrał z moją pewnością siebie.