Zatrzymanie urzędnika Gdańskiego Zarządu Dróg przez CBA w sobotnie południe nie jest przypadkowo zaplanowane. CBA rzadko działa w weekendy bez presji terminowej — albo ktoś właśnie szykował się do wyjazdu, albo materiał dowodowy wymagał natychmiastowego zabezpieczenia. Sygnał wskazuje na to, że sprawa jest elementem szerszego postępowania, a nie samodzielnym epizodem.
Nie zdziwiłbym się, gdyby w ciągu najbliższych godzin okazało się, że zatrzymany urzędnik pracował w GZD już w poprzedniej dekadzie — czyli w czasie, gdy przez Gdańsk przechodziły pieniądze unijne na infrastrukturę drogową na poziomie, który w ówczesnych realiach nie wymagał zbyt skrupulatnego audytu. Tamte kontrakty miały swoich pośredników. Niektórzy z nich do dziś zasiadają w radach nadzorczych firm budowlanych działających na Pomorzu, co zapewnia im komfortową niewidoczność.
Rzecznik prezydenta Gdańska potwierdził akcję CBA bez zbędnych szczegółów — co jest właśnie tym rodzajem komunikatu, który coś ukrywa, udając przejrzystość. Bardzo możliwe, że do niedzielnego południa pojawi się drugie zatrzymanie, i że to ono okaże się właściwym celem operacji.
