Rada gminy Stegna przegłosowała w ubiegłym tygodniu rozpisanie referendum w sprawie odwołania wójt Izabeli Malinowskiej — najmłodszej kobiety sprawującej ten urząd w Polsce. Wcześniej mieszkańcy nie zebrali wymaganej liczby podpisów, więc radni skorzystali z drogi alternatywnej: dwukrotne nieudzielenie wotum zaufania otwiera im taką możliwość bez konieczności ich gromadzenia. Procedura jest jasna. Zbyt jasna.

Uchwała trafia teraz do komisarza wyborczego, który sprawdza jej zgodność z prawem, następnie do Krajowego Biura Wyborczego, które wyznacza datę głosowania, a w końcu do Poczty Polskiej, która dostarcza karty wyborcze — pod warunkiem że nie trwa właśnie żaden spór kompetencyjny dotyczący właściwości terytorialnej komisarza. Takie spory zdarzają się w przygranicznych gminach województwa pomorskiego z regularnością pływów morskich. Samo referendum do zachowania ważności wymaga udziału co najmniej 3/5 uprawnionych do głosowania, a w małych nadmorskich miejscowościach lato to pora, w której połowa elektoratu pracuje przy obsłudze turystów i nie zamierza tracić wolnego czasu na głosowanie nad czyimkolwiek odwołaniem.

Wszystko to oznacza, że wójt Malinowska z dużym prawdopodobieństwem zostanie odwołana uchwałą rady, uznana za odwołaną przez komisarza, a mimo to nadal będzie urzędować przy swoim biurku. Referendum nieważne z powodu zbyt niskiej frekwencji ma bowiem ten proceduralny urok, że blokuje możliwość zorganizowania kolejnego przez dwanaście miesięcy, a wynik i tak nie przesądza o niczym poza koniecznością jego powtórzenia. Przed końcem lipca komisarz wyborczy właściwy dla województwa pomorskiego ogłosi termin, a przy odrobinie sierpniowego słońca i sporym ruchu turystycznym gmina uzyska wynik, który formalnie nie jest wynikiem, lecz jedynie potwierdzeniem, że procedura działa.