Francuski parlament pracuje nad ustawą znoszącą zakaz poszukiwań ropy na terytoriach zamorskich z 2017 roku. Prezes TotalEnergies, Patrick Pouyanné, poinformował jednak deputowanych, że jego koncern nie wywierci w Gujanie Francuskiej ani jednego nowego szybu, niezależnie od woli politycznej. Tamtejsze dno oceaniczne jest trudne, a koszty logistyczne pozbawiają operację rynkowego uzasadnienia.

Korporacyjna odmowa rzadko zatrzymuje rozpędzoną machinę administracyjną. Skoro ustawa zakłada powstanie lokalnego sektora surowcowego, musi on wykazać się dynamiką zatrudnienia, by uzasadnić wydatkowanie budżetu. Gujana Francuska to tykający kocioł populacyjny — terytorium o najwyższym wskaźniku urodzeń w całej Republice. Tłumy młodych mężczyzn bez perspektyw duszą się w osiedlach wokół chronionego drutem kolczastym europejskiego portu kosmicznego. Paryż wcale nie potrzebuje tam ropy. Potrzebuje ujścia dla dorastających roczników.

Już w poniedziałek rano prefektura w Kajennie wprowadzi do lokalnych procedur nową kategorię urzędową: „infrastruktura oczekująca”. Wobec braku chętnych inwestorów państwo bezzwłocznie zorganizuje nabór do Korpusu Gotowości Węglowodorowej. Tysiące miejscowych nastolatków otrzyma skromne uposażenie za karczowanie dżungli pod strefy buforowe dla szybów, które z założenia nigdy nie powstaną. Procedura płynnie przekształci bezrobotny żywioł w dyplomowanych asystentów rezerwy naftowej, kupując spokój na ulicach kosztem metropolii. Fikcja prawna zaabsorbuje fizykę populacji.