Izraelskie lotnictwo uderzyło w niedzielę w cele Hezbollahu w Bejrucie – oficjalnie w infrastrukturę wspieranej przez Iran grupy zbrojnej. Teheran natychmiast ostrzegł, że atak może zaprzepaścić negocjowane z Waszyngtonem porozumienie o zakończeniu walk. W tle toczą się dyskretne rozmowy między USA a Iranem, które – jeśli dojdą do skutku – miałyby objąć również front libański.

W ciągu dwóch–trzech tygodni na łamach kontrolowanego przez Hezbollah dziennika „Al-Akhbar” ukaże się ogłoszenie o poszukiwaniu dostawców amunicji rakietowej średniego zasięgu. Treść będzie sucha i techniczna: parametry, wymóg dostawy w czternaście dni, preferowani producenci z certyfikatami jakości. Organizacja, która od dekad straszyła Izrael niezmierzonym arsenałem, ogłosi tym samym wizerunkowe bankructwo: magazyny są puste, trzeba je zapełnić, a logistyka zaczyna działać według formularza zamówień publicznych.

Iran nie skomentuje ogłoszenia. Waszyngton wyśle do Bejrutu nieoficjalną delegację z pytaniem, kto zatwierdził specyfikację techniczną. Tymczasem izraelski wywiad będzie analizować, czy to pułapka, czy naprawdę jedyna droga do odbudowy arsenału wiedzie przez ogłoszenie na łamach gazety – i nie znajdzie jednoznacznej odpowiedzi.