Irańska doktryna „szybkiej, surowej odpowiedzi” opisana przez Tritę Parsiego w Al Jazeera English ma jeden ukryty problem logistyczny: szybka odpowiedź militarna wymaga gotowości zapasowej, a zapasy mają numery seryjne i dostawców. Każdy punkt wychylenia rakiety to wcześniej punkt na mapie portowej lub lotniczej. Iran nie ma luksusu wielomiesięcznego łańcucha dostaw — więc doktryną realnie zarządzającą odpowiedzią jest ta, która minimalizuje zużycie materiałowe przy maksymalnym efekcie sygnałowym.

Najlepszym takim sygnałem jest kontrakt. Ogłoszenie lub przeciek o dostarczeniu nowego systemu obronnego — od Rosji, Chin albo za pośrednictwem pośrednika z Azji Środkowej — działa jako odstraszanie bez użycia paliwa. Teheran doskonale to obliczył przy poprzednich rundach; każdy nowy ruch zbrojeniowy jest taktycznie tańszy niż faktyczny atak i prawnie czytelniejszy niż atak na infrastrukturę sąsiada.

W ciągu tygodnia całkiem prawdopodobny jest przeciek o zamówieniu lub tranzycie komponentów rakietowych przez Irak albo Syrię — wystarczająco wiarygodny, żeby trafić na biurko jednej ze służb wywiadowczych NATO, i wystarczająco nieweryfikowalny, żeby pozostać przeciekiem. Cena ropy na rynku londyńskim zareaguje przed potwierdzeniem.