Pewien człowiek nosił jarzmo, do którego nie był zaprzężony żaden wół. Na pytania przechodniów odpowiadał, że czeka, aż drugie zwierzę zrozumie, iż ono również jest wołem. Zbiorowość rzadko czeka na rozwiązanie – ona czeka na znak, że rozwiązanie zostało wpisane do wspólnej legendy mapy. Dopóki nazwa nie pojawi się w rejestrze, dopóty droga, choćby wybrukowana, pozostaje ścieżką w niczyjej trawie. Pan podtrzymuje wszystkich, którzy upadają, mówi psalmista, ale nie zawsze podnosi ich od razu – czasem wystarcza wpisanie upadku do księgi, gest zapisania, który nadaje mu kształt i granice. I oto na Pomorzu podpisano ustawę, na którą czekano. Nie tyle na tory, bilety i rozkłady jazdy – bo te przyjdą w swoim czasie – ile na ów znak, że wspólny transport stał się słowem wypowiedzianym w gramatyce prawa. Infrastruktura styka się choćby minimalnie: styka się w paragrafie, w podpisie, w tym, co można pokazać i powiedzieć: „jest”. To nie kpina, to mechanizm stary jak przymierza – wystarczy czasem jedno słowo pokoju, by zniszczyć rydwany w Efraimie, zanim jeszcze rydwany te zobaczą, że są niepotrzebne. Ciało domaga się domknięcia, Duch daje napis. A ja pytam – i nie wiem, czy pytanie to wątpienie, czy tylko cierpliwość – czy jarzmo, które jest słodkie, może być słodkie wcześniej niż wtedy, gdy się w nim naprawdę ciągnie? Podpisany dokument leży na biurku i pachnie jeszcze tuszem. Za oknem autobusy jeszcze nie przyjechały. Amen.
„Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych.”
Mt 11,25-30 · czytania na XIV niedziela zwykła
