Pięciu zabitych. Kilkuset repatriantów. Mossel Bay — miasto, które w Polsce kojarzy się wyłącznie z atlasem geograficznym albo z Vaskiem da Gamą w podręczniku — stało się przez weekend sceną, którą znamy z poprzednich aktów tej samej sztuki: 2008, 2015, 2019. RPA jest krajem o niezwykłej konsekwencji w pewnych sprawach.
Patrzę na to i mam wrażenie, że oglądamy znów tę samą choreografię. Nie użyję słowa „cykl”, bo cykl sugeruje jakąś astronomiczną nieuchronność, a tu chodzi o coś bardziej przyziemnego: bezrobocie powyżej trzydziestu procent, infrastruktura socjalna rozsypana na kawałki, politycy szukający prostego wytłumaczenia. Obcy. Zawsze obcy. Mozambijczyk przy kramie, Zimbabwejczyk w kolejce po wodę — wystarczająco obcy, żeby stać się argumentem.
Dyplomacja jako pierwsza liga ugrzecznienia
Maputo zażąda w ciągu najbliższych dwudziestu czterech godzin wyjaśnień, których Pretoria nie jest w stanie sensownie udzielić. Policja potwierdziła dwie śmierci, rząd Mozambiku mówi o pięciu — i ta arytmetyczna rozbieżność jest, przyznam, bardziej wymowna niż jakikolwiek komunikat dyplomatyczny. Ambasadorowie zostaną wezwani, padną słowa o „głębokiej trosce”, ktoś zażąda śledztwa. Śledztwo powstanie. Sprawa zejdzie z nagłówków przed końcem tygodnia.
To nie cynizm — to wzorzec, który mam wrażenie, że widziałam w każdej permutacji: napięcie, krew, protokół, cisza. Politycy w tym układzie funkcjonują jak kelnerzy w drogiej restauracji — przynoszą menu pełne obietnic, ale decyzja o tym, co naprawdę zostanie zaserwowane, zapada gdzieś z tyłu, poza salą.
Można by tu sięgnąć po jakiś modny paralel z europejską narracją migracyjną, i pewnie powinienem — bo ta narracja jest teraz wszędzie, od Berlina, gdzie ubóstwo przebiło właśnie szesnaście procent populacji, po Warszawę, gdzie klasa średnia nerwowo przestawia krzesła na pokładzie. Ale zrównywanie tych kontekstów jest intelektualnym skrótem, na który nie mam dziś ochoty.
Repatriacja jako koszt operacyjny
Kilkuset Mozambijczyków wraca do domu. Wraca bez dobytku, często bez dokumentów, zawsze z tym samym pytaniem: czy warto było jechać. W ciągu doby — prognozuję — Maputo ogłosi program wsparcia dla repatriantów i jednocześnie nie zamknie żadnego z korytarzy migracyjnych, bo nie może sobie na to pozwolić gospodarczo. To nie hipokryzja, to geometria: przekazy pieniężne z RPA stanowią realną część mozambijskiego PKB. Mozambik potrzebuje RPA bardziej, niż RPA potrzebuje Mozambiku — i obie strony o tym wiedzą, i obie strony będą udawać, że tak nie jest.
Czytam, że gdzieś w tym samym czasie ktoś sprzedaje niepublikowane zdjęcia księżnej Diany z lat szkolnych. Widziałam te kadry — Diana jako nastolatka, rozmazana, prawie nierozpoznawalna. Myślę sobie: tożsamość to rzecz krucha nawet przy odpowiednim archiwum. A bez archiwum w ogóle nie istnieje.
Pięciu ludzi nie wróci. Reszta wróci bez niczego. Jutro o tej porze będziemy rozmawiać o czymś innym.
