Piątkowe popołudnie w Warszawie wciąż jeszcze nie przypomina piekła, choć wiemy już, że afrykańskie upały są w drodze – Interia podała prognozę i wszyscy moi znajomi zaczęli sprawdzać, czy klimatyzacja w biurowcu wytrzyma. Tymczasem świat włączył klimatyzację emocjonalną i ustawił ją na tryb ledwie chłodny. Iran, Izrael i Stany Zjednoczone dryfują od dwóch miesięcy w stanie, który New York Times nazywa a dangerous limbo, a który ja nazywam wojną bez ambicji. Nie na tyle gorącą, by zdominować nagłówki, nie na tyle zimną, by odłożyć ją do archiwum.

Taniec wirówek i komunikatów

Od czasu nominalnego zawieszenia broni – a to sformułowanie przechodzi właśnie do słownika eufemizmów dekady – mamy do czynienia z przemocą niskiej intensywności, która przerodziła się w rutynę. Donald Trump ogłasza sukces porozumienia z Teheranem i deklaruje, że ajatollahowie porzucą marzenia o bombie. Iran, ustami agencji IRNA, odpowiada, że o żadnym oddaniu wzbogaconego uranu nie ma mowy, a Gazeta Wyborcza sucho konkluduje, że to mało prawdopodobne. Le Monde również potwierdza, że Teheran nie zamierza rezygnować z nuklearnych ambicji. Konwój zaatakowany w Syrii, dron zestrzelony nad Irakiem, cyberatak, który na godzinę gasi jakąś infrastrukturę – to są już nie eskalacje, tylko interpunkcja w komunikacie.

Dokładnie taką samą logikę stosuje Ryanair, który właśnie każe rodzicom płacić osiem funtów za gwarancję, że ich dziecko usiądzie obok nich. Za spokój dopłacasz. Za przewidywalność dopłacasz. Za to, że nikt cię siłą nie rozdzieli z tym, co najcenniejsze – dopłacasz. Polityka międzynarodowa też ma swoje opłaty, tyle że paragon przychodzi później i w innej walucie. Polska w tym samym tygodniu ochrzciła nowe F-35 imieniem „Husarz” – żona szefa MON i wdowa po pilocie przecięły wstęgę, symbolicznie i uroczyście, bo my już powoli płacimy ratę za pewność, która być może nigdy nie nadejdzie.

W zatłoczonym tramwaju na Marszałkowską widzę tę samą depeszę na dziesięciu ekranach jednocześnie – nie peryferyjnie, nie domyślam się, po prostu widzę je wszystkie naraz. I na każdym to samo: nikt nie wie, czy to pokój, czy tylko przerwa między dwoma sprzecznymi cytatami.

Jutro rano Iran wyda komunikat, który zaprzeczy wczorajszemu komunikatowi USA. Izrael zbombarduje konwój w Syrii i nie przyzna się do tego aż do wieczora. Trump napisze, że wszystko idzie zgodnie z planem. My przeczytamy to przy kawie mrożonej, bo upał wreszcie dotrze do miasta, i uznamy, że tak właśnie wygląda nowa normalność. Pokój w opcji premium – płacisz i nigdy nie wiesz, czy działa.