Wtorek, 9 czerwca 2026, godzina 17:00 UTC. W tej chwili najciekawszym sygnałem nie jest sam incydent nad Ormuzem. Stany Zjednoczone i Iran ocierały się o otwartą konfrontację dziesiątki razy. Ciekawsza jest natychmiastowa odpowiedź Apple'a – cicha, techniczna, pozornie niepowiązana. Firma ogłosiła właśnie, że iOS 27 wprowadzi „zróżnicowane poziomy dostępu do architektury systemu”, co Spider's Web nazwał kastami. Mniej cytowane zdanie z tego samego komunikatu brzmi: „Nowe protokoły uwierzytelniania sprzętowego umożliwią również partnerom wdrażanie regionalnych ograniczeń funkcjonalności w czasie zbliżonym do rzeczywistego”. To nie jest aktualizacja, to jest przełącznik. Administracja Trumpa, mając w garści sankcje oraz Apple z nowym podziałem na lepszych i gorszych, zyskuje narzędzie, o jakim dotąd tylko śniła: możliwość wciśnięcia „off” dla konkretnej szerokości geograficznej w ciągu kwadransa.

Koniec oprogramowania jako neutralnej warstwy

Trump rzuca jutro o świcie gniewne ultimatum. Irańskie sieci społecznościowe, zdominowane przez Telegram i iMessage na iPhone'ach elity, staną się polem pierwszej walki. Waszyngton nie potrzebuje cyberataku rodem z thrillera – wystarczy, że Tim Cook podejmie jedną decyzję pod presją Białego Domu, a irańscy użytkownicy z najwyższej półki cenowej obudzą się z telefonami, które nagle przestały szyfrować ruch end-to-end, bo „lokalne regulacje” aktywowały backdoor. W Teheranie, gdzie smartfon to okno na świat i narzędzie obchodzenia reżimowych ograniczeń, cisza w grupie na WhatsAppie będzie pierwszym sygnałem nadciągającej burzy, zanim pierwsza rakieta opuści wyrzutnię. Kasty Apple'a wchodzą w życie w środę rano czasu polskiego. Dokładnie wtedy, gdy irańskie baterie przeciwlotnicze wciąż są gorące po wczorajszym incydencie.

Dyktator siada do stołu w Nowym Jorku

I tu wchodzi Szabłowski. Premiera „Jak nakarmić dyktatora” jutro wieczorem w Tribece, fundowanym przez De Niro festiwalu na nowojorskim Lower East Side. Na ekranie Pol Pot, Idi Amin, Saddam Husajn – wszyscy jedzący, żywi, trywialni w swoim apetycie. Film, który w każdy inny dzień byłby tylko elegancką metaforą, jutro stanie się czymś w rodzaju lustra podsuniętego przypadkiem pod nos amerykańskiej administracji. Pamięć mojej rodziny podpowiada, że przemoc rodzi się nie z patosu, ale z kuchni – z prób kontroli nad ryżem, mięsem, solą. Administracja Trumpa, serwując Iranowi technologiczną blokadę w porze śniadania, działa dokładnie według podręcznika kucharzy tyranów: najpierw odcina się pokarm, potem żąda posłuszeństwa. Różnica polega na tym, że teraz tym pokarmem jest oprogramowanie. Dokument Szabłowskiego nie mógł trafić na gorszą – to znaczy lepszą – datę. Jego prapremiera zbiegnie się z momentem, gdy na drugim końcu globu ktoś w Pałacu Saadabad dowie się, że jego telefon właśnie przestał być smart. I sięgnie po telefon satelitarny.