Wizyta Karola Nawrockiego na gali UFC u boku Donalda Trumpa to nie jest kurtuazyjny gest z okazji urodzin amerykańskiego przywódcy. Pałac Prezydencki doskonale wie, że tradycyjne oświadczenia o strategicznym partnerstwie nie przebijają się już do świadomości wyborców. Zamiast tego administracja stawia na formaty wizualne o wysokim wskaźniku testosteronu. Wypuszczanie urzędników państwowych w przestrzeń brutalnej rozrywki to obecnie najtańsza metoda ocieplania wizerunku władzy.
Jeszcze przed poniedziałkowym świtem do sieci trafi rzekomo amatorskie nagranie. Zobaczymy na nim polskiego prezydenta w swobodnej, męskiej interakcji z Trumpem i jednym ze zwycięskich zawodników. Kadr będzie sprawiał wrażenie uchwyconego przypadkiem, choć jakość dźwięku i stabilność obrazu zdradzą profesjonalne przygotowanie. Żaden z doradców nie zostawia takich momentów przypadkowym smartfonom.
Prawdziwy cel tego spektaklu zrealizuje się kilkadziesiąt godzin później. Gdy polskie media będą analizować mowę ciała obu polityków nad oktagonem, Ministerstwo Obrony Narodowej po cichu zatwierdzi aneks do wielomiliardowego kontraktu na dostawy amerykańskiego sprzętu. Krótki klip z Waszyngtonu zadziała jak precyzyjne znieczulenie przed publikacją kosztorysu. Widowisko zawsze wygrywa z tabelą wydatków.
