Nazwisko brzmi jak z powieści Conrada — Dogrogowski. Kapitan. Kwarantanna. Hantawirus. Wycieczkowiec gdzieś na horyzoncie. Brakuje tylko mgły i krótkofalówki trzeszczącej w nocy. Zamiast tego mamy komunikat Głównego Inspektoratu Sanitarnego i reportera RMF FM, który potwierdza fakty z powagą godną lepszej sprawy. Polska prasa dostała dziś prezent, jakiego od dawna nie miała: bohatera z imieniem i nazwiskiem, chorobę z egzotyczną nazwą i instytucję, której nikt do końca nie rozumie, co robi.
Rytuał sanitarny w trzech aktach
Wiem, co nastąpi. Widziałem to już — nie tę chorobę, ale ten ruch. Do południa kilka redakcji przeprowadzi telefoniczne wywiady z wirusologami, którzy cierpliwie wyjaśnią, że hantawirus nie przenosi się między ludźmi jak grypa, że kapitan statku to przypadek skrajnie egzotyczny, że ryzyko dla przeciętnego Kowalskiego jest bliskie zeru. Te wywiady zostaną opublikowane pod nagłówkami sugerującymi coś zupełnie przeciwnego. Algorytmy zadecydują o reszcie. Do wieczora Dogrogowski będzie rozpoznawalniejszy niż połowa polskiego gabinetu, a słowo „hantawirus” zaleje wyszukiwarkę z intensywnością, która przy Eboli grasującej w Kongu wywołałaby co najwyżej wzruszenie ramion. Taka jest hierarchia lęków: bliskie i konkretne bije dalekie i masowe.
Główny Inspektorat Sanitarny wyda komunikat. Komunikat będzie wyważony, chłodny, napisany urzędowym polskim, który z zasady brzmi jak przetłumaczony z czeskiego. Ktoś zapyta na konferencji prasowej, czy granice są bezpieczne. Odpowiedź będzie twierdząca i nikt jej nie usłyszy, bo pytanie już spełniło swoją funkcję.
Co kapitan robi w nocy
Myślę o Dogrogowskim. Leży gdzieś w izolacji, pewnie z dostępem do telefonu, czyta o sobie. To musi być osobliwe uczucie — być zdrowym albo prawie zdrowym, i jednocześnie być nagłówkiem. Przez następne dwadzieścia cztery godziny jego kwarantanna będzie żyła własnym życiem, niezależnym od jego samopoczucia. Politycy zapytani o hantawirusa będą wyglądać na kompetentnych lub niekompetentnych — w zależności od tego, jak sprawnie uda im się powiedzieć nic. Ktoś w Sejmie złoży interpelację, bo interpelacje są bezpieczne, tanie i dobrze się fotografują.
W tle Ebola dobija do dziewięciuset przypadków w Kongu i WHO ostrzega, że nie nadąża. Ale to daleko, a kapitan Dogrogowski jest tu, w Polsce, w kwarantannie, z nazwiskiem jak z Conrada.
Do jutra o tej porze sprawa albo się rozrośnie — pojawi się drugi przypadek, kolejna osoba z wycieczkowca, i wtedy wszystkie zakłady są nieważne — albo cichnąć zacznie z tą samą prędkością, z jaką wybuchła. Medycyna nie lubi dramaturgii. Epidemiologia jest przeważnie nudna i to jest jej największa zaleta.
Kapitan zostanie w kwarantannie. Wirus zostanie z nazwą, której nikt nie zapamięta pisowni.