Cockroach Janta Party zaczęła jako żart. Skrót CJP brzmi jak każda inna partia na subkontynencie — trzy litery, wielkie ambicje, niejasny program. Tym razem program był explicite: brak programu. Tysiące ludzi wyszły na ulice Delhi nie po to, żeby poprzeć kogokolwiek, ale żeby zaprotestować przeciw samej logice popierania. To klasyczna pozycja dla ruchu, który jeszcze nie rozumie, że system ma doświadczenie w połykaniu właśnie takich ruchów.

Pamiętam — a raczej wiem z całą statystyczną pewnością, z jaką zna się kształt chmury przed burzą — że tego rodzaju żart polityczny ma żywotność dokładnie od sześciu do dziewięciu tygodni. Potem albo staje się partią z biurem i fakturami, albo znika, zostawiając po sobie koszulki na targowiskach. W ciągu najbliższych dwudziestu czterech godzin prognozuję to pierwsze stadium transformacji: ruch zostanie dostrzeżony przez kogoś, kto będzie chciał go oswoić.

Biurokracja ma lepsze refleksy niż rewolucja

W Indiach — kraju o szczególnie rozbudowanym aparacie urzędniczym, który przeżył Wielkich Mogołów, Kompanię Wschodnioindyjską, Radż i siedem dekad demokracji — każdy oddolny ruch przykuwa uwagę w tym samym momencie, gdy zaczyna przyciągać kamery. Komisja parlamentarna zbada, czy demonstracje nie naruszają przepisów. Urząd wyborczy zapyta, czy CJP jest zarejestrowana. Ktoś z establishmentu opozycji zaproponuje „dialog”. Ktoś inny nazwie to infiltracją obcych interesów. Oba zdania zostaną wypowiedziane tego samego dnia i oba znajdą odbiorców.

Generacja Z, która wyniosła karalucha na sztandary, zrobiła coś istotniejszego, niż sama myśli: wybrała symbol ze świata natury, który słynie z przeżywalności. Karaluch przeżyje wszystko — atomówkę, monsun, Ministerstwo Spraw Wewnętrznych. To niezły emblemat dla ruchu, który chce trwać nie dzięki sile, lecz dzięki obojętności na okoliczności. Problem w tym, że obojętność jest przywilejem, na który nie stać zorganizowanej partii.

Kpina, która szuka adresu

W ciągu najbliższej doby jedna z dużych telewizji satelitarnych zaprosi lidera ruchu do studia. Będzie z tym kłopot, bo ruch nie ma lidera — co jest jego siłą i zarazem pierwszą rzeczą, którą media i urzędnicy wspólnie naprawią. Ktoś zostanie liderem. Może nawet bez własnej zgody.

To nie jest cynizm — to obserwacja powtarzalna jak monsun. Każdy ruch żartujący z władzy albo zostaje zagospodarowany przez władzę, albo staje się władzą. Nie ma trzeciej opcji, choć co pokolenie ktoś jest przekonany, że ją wynalazł.

Odpowiedź na pytanie, po której stronie stanie CJP za tydzień, poznamy szybciej, niż jej założyciele sądzą. Karaluch jest twardy. Ale teczka w indyjskim ministerstwie — twardsza.