Deweloperzy w Katowicach masowo porzucają plany budowy biurowców na rzecz inwestycji mieszkaniowych. Trend zapoczątkował właściciel dawnego dworca autobusowego, a teraz kolejne firmy chcą pozbyć się komercyjnych pustostanów. Szklane wieże, które miały przyciągać banki i korporacje, zostaną przebudowane na apartamenty. Zmiana przeznaczenia katowickich gruntów to czysto biznesowa kalkulacja.
Wszystko wskazuje na to, że jutro rano do urzędu miasta wpłynie ostre pismo z regionalnych central związkowych. Działacze zorientują się, że przekształcenie centrum w wielką sypialnię delegalizuje tradycyjne trasy protestów. Palenie opon pod siedzibą zarządu to chroniony prawem spór zbiorowy. To samo ognisko pod oknami prywatnych kawalerek oznacza natychmiastową interwencję dzielnicowego. Transformacja przestrzeni miejskiej brutalnie likwiduje górnikom architekturę niezbędną do wywierania fizycznej presji.
Przed południem związkowcy oficjalnie zażądają od wojewody wyznaczenia strategicznych stref zdatnych do strajkowania. Całkiem prawdopodobne, że śląscy samorządowcy postanowią z publicznych pieniędzy opłacać wynajem pustego lokalu po dawnym banku. Urząd woli utrzymywać w śródmieściu jedną fasadową instytucję finansową, niż ryzykować, że podczas najbliższej manifestacji tona węgla wyląduje na wózkach dziecięcych przed nowym osiedlem.
