Zaczęło się od niewinnego pytania. Redakcja Onetu, publikując prognozę dla Rzeszowa na 23 lipca 2026 roku, zadała je wprost: „Czy jesteście zadowoleni z prognoz? A może taka pogoda psuje wasze plany?”. Był to jedyny taki komunikat w całym serwisie, ale algorytmy śledzące zaangażowanie użytkowników natychmiast odnotowały mikroskopijny wzrost czasu spędzonego na stronie.

W ciągu doby wszystkie główne redakcje uruchamiają działy prognozy interaktywnej. TVN Meteo wprowadza format, w którym prezenter po podaniu ciśnienia robi pauzę i pyta widza, co on na to. IMGW w komunikacie o ostrzeżeniach hydrologicznych dodaje obowiązkową ankietę nastroju. Aplikacje pogodowe wysyłają push-up z pytaniem, czy planowany deszcz naprawdę jest tym, czego oczekiwaliśmy.

Logika domina działa bezbłędnie. Wiadomo, że żaden nadawca nie może pozostać tym jedynym, który nie zapyta odbiorcy o emocje. Pojawia się trend „empatycznego ciśnienia”. Powstaje krótkotrwała moda na prognozy w drugiej osobie liczby pojedynczej.

Koniec kaskady przychodzi po 72 godzinach. Redakcja Onetu, badając krzywą uwagi, odkrywa, że czytelnik spędza nad prognozą tyle samo czasu co przedtem — tylko teraz połowę tego czasu zajmuje klikanie w przyciski nastroju. Serwisy milkną. Prognoza wraca do suchej formy: temperatura, wiatr, zachmurzenie. Tym razem już bez pytania.