Wołodymyr Zełenski, wracając do rozmowy z Karolem Nawrockim na szczycie NATO, użył słowa „konstruktywni” jako klamry: „powinniśmy być konstruktywni i delikatni, aby nie zniszczyć ważnych, przyjacielskich i sąsiedzkich relacji” — podaje Interia Fakty. Padło to przy okazji ujawniania kolejnych szczegółów spotkania, podczas którego poruszono kwestie historyczne.
Można było powiedzieć „ostrożni” — to wskazywałoby na osobiste ryzyko mówcy i zobowiązywało do opisania, czego się boi. Można było powiedzieć „szczerzy” — to otwierałoby temat tego, co dotychczas zostało przemilczane. „Powściągliwi” z kolei sugerowałoby, że ktoś już przekroczył granicę. Żadne z tych słów nie pozwala jednocześnie mówić i nie mówić.
„Konstruktywni” robi za mówcę dwie rzeczy naraz. Po pierwsze, sygnalizuje dobrą wolę wobec słuchacza zewnętrznego — brzmi jak otwarcie, nie obrona. Po drugie, zamraża szczegóły: słowo implikuje proces, który trwa, a więc nie wymaga rozliczenia tu i teraz. Model myślowy jest dyplomatyczny w ścisłym sensie: relacja jako instytucja ma pierwszeństwo przed treścią sporu. Słowo nie opisuje tego, co powiedziano — opisuje to, jak mówca chce być postrzegany w momencie, gdy musi coś powiedzieć.
W ciągu 24–72 godzin słowo wróci w dwóch miejscach. Strona polska — rzecznik lub minister spraw zagranicznych — sięgnie po nie albo po bliski synonim, odpowiadając na pytania o kwestie historyczne poruszone na szczycie. Jeśli „konstruktywni” się pojawi, diagnoza się potwierdza: obie strony wybrały to samo narzędzie zarządzania tematem. Jeśli zniknie i zastąpi je „szczery dialog” lub konkretna data kolejnego spotkania, to znak, że temat historyczny zaczął wywierać presję instytucjonalną — i że słowo nie wytrzymało.