Międzynarodowa Organizacja Pracy przyjęła w tym tygodniu nowy standard pracy — konwencję nakierowaną na miliony pracowników platform cyfrowych, w tym w Nepalu, gdzie gospodarka gigowa rośnie szybciej niż jakikolwiek rejestr jej uczestników. Standard obejmuje godziwe wynagrodzenie, ubezpieczenia społeczne, bezpieczeństwo pracy i prawo do układów zbiorowych — słowem: kompletne menu degustacyjne praw, z których każde danie wymaga osobnej ratyfikacji, osobnego aktu wdrożeniowego i osobnej decyzji krajowej, że jest się w stanie ugryźć.
I tu właśnie zaczyna się proceduralna uczta. Konwencje MOP nie wchodzą w życie same z siebie — muszą je ratyfikować państwa członkowskie, co w historii organizacji bywało czynnością o charakterze wyraźnie dekoracyjnym. Konwencja nr 189 o pracownikach domowych, przyjęta w 2011 roku, zebrała przez dekadę ratyfikacje niespełna 35 krajów (przy 187 członkach); Konwencja nr 177 o pracy nakładczej wciąż czeka na większość zdolną cokolwiek zmienić. Nepal, którego cyfrowy sektor usług rośnie głównie dzięki eksportowi taniej pracy do platform transgranicznych, zapewne ogłosi otwarcie na ratyfikację — co w dyplomatycznej nowomowie oznacza mniej więcej tyle, co „dokument trafi do właściwego ministerstwa”.
Całkiem prawdopodobne, że w ciągu najbliższych dwóch dni pojawi się oficjalny komunikat nepalskiego rządu wyrażający „zainteresowanie” nowym standardem. Komunikat będzie bezbłędnie zredagowany i absolutnie niewiążący. Interesujące będzie to, czego w nim nie będzie: żadnego terminu złożenia instrumentu ratyfikacyjnego, żadnego odniesienia do artykułu 19 Konstytucji MOP, który taki termin formalnie uruchamia.
