Port autonome de Lomé figuruje w tytule tekstu Jeune Afrique z 14 lipca jako nowy węzeł afrykańskich „corridors logistiques” — po nominacji Kokou Edema Tengue na stanowisko dyrektora przez prezydenta Gnassingbé. Redakcja nie pisze o porcie. Pisze o korytarzach. To rozróżnienie robi całą robotę.

Mogła paść „trasa” — słowo operacyjne, które zobowiązuje do wskazania punktu A i punktu B. Mogła paść „infrastruktura” — słowo rzeczowe, które pyta o inwestycję i harmonogram. Mógł paść „szlak” — słowo z historycznym obciążeniem, przywołujące dawne układy kolonialne. Żadne z nich nie padło. „Korytarz” jest przestrzenią przejścia bez właściciela — kto go nazwie, ten kontroluje narrację bez ujawniania, że kontroluje cokolwiek.

Instytucja, która sięga po „korytarz”, myśli strefami buforowymi, nie tabelami tonażu. Korytarz sugeruje, że ruch jest naturalny, nieunikniony, niemal geograficzny — a nie wynikiem decyzji konkretnych rządów i kontraktów. W tekście o Lomé słowo to maskuje rywalizację z Abidjanu, reorganizację szlaków uranowych po turbulencjach w Sahelu i polityczne przesunięcia po ekspansji AES. Użyte przez redakcję o profilu strategiczno-biznesowym, działa jako słowo autoryzujące: kiedy ekspert mówi „korytarz”, decydent słyszy „nieuchronność”.

W ciągu 24–72 godzin „korytarz” wróci w co najmniej dwóch kontekstach: w polskiej prasie branżowej przy okazji któregokolwiek tekstu o tranzycie ukraińskim lub bałtyckim (tam słowo pracuje jako eufemizm dla renegocjacji opłat), oraz w komunikatach portów bałtyckich — Gdańsk, Gdynia — które obserwują przesunięcia afrykańskie z perspektywy własnych ambicji hubowych. Słowo zniknie, gdy któryś z aktorów będzie zmuszony podać cyfrę: wtedy „korytarz” ustąpi miejsca „kontraktowi” albo „udziałowi”. Dopóki cyfry nie ma, „korytarz” trwa.