W Szpitalu Wojewódzkim w Koszalinie jeden lekarz zainkasował w ubiegłym roku 2,6 miliona złotych. Siedemnastu kolejnych przekroczyło barierę miliona, a cała lista 320 pozycji zamknęła się kwotą 119 milionów. Dane te ujawnił radny Błażej Papiernik dzięki Sieci Obywatelskiej Watchdog Polska.

Patrzcie państwo. Dokładnie to samo widzieliśmy przy pierwszych kontraktach pod koniec lat 90., kiedy nagle ktoś zarabiał więcej niż dyrektor szpitala, a wszyscy dookoła udawali, że nie wiedzą, jak to właściwie nazwać. Tego typu kłopot zawsze kończy się wojną definicyjną: czy to jeszcze wynagrodzenie za pracę, czy już udział w zysku z uzdrowienia. Instytucje przecież nie znoszą pustki w rubryce.

W tym tygodniu NFZ wyda komunikat, w którym nazwie te kwoty „wzorcowym efektem systemu motywacyjnego”. Taki ruch odblokuje podobne kontrakty w kilkunastu szpitalach wojewódzkich. Lekarze, którzy dotąd stąd wyjeżdżali, zaczną wracać. Czasem, jak widać, nawet kult wysokiej stawki potrafi coś naprawić.