„Nowa Trybuna Opolska” przypomniała właśnie historię Twierdzy Koźle – tej samej, którą w XVIII wieku budował dla Fryderyka II Gerhard Wallrave, która w 1807 roku przez pół roku opierała się armii Napoleona dzięki ziemnym wałom i zalewaniu łąk od strony Większyc, a po kasacji w 1874 roku stała się po prostu źródłem cegieł i magazynem. Okoliczni mieszkańcy od pokoleń powtarzają opowieści o ukrytych tam komnatach i tunelach. Sęk w tym, że czasem te legendy okazują się prawdziwe.
W ciągu najbliższego tygodnia opolski konserwator zabytków najprawdopodobniej wyda zalecenie, by przy użyciu georadaru sprawdzić przynajmniej trzy lokalizacje w promieniu kilkunastu kilometrów. Bynajmniej nie dlatego, że nagle uwierzył w stare podania, ale z tej prostej przyczyny, że nie chce być tym urzędnikiem, który jako jedyny zignorował tekst w regionalnej gazecie. Kłodzko, Nysa i Srebrna Góra automatycznie dostaną podobne pisma – ten mechanizm znamy doskonale od lat dziewięćdziesiątych. Raz uruchomionego nie da się już zatrzymać bez ryzyka, że padnie niewygodne pytanie: „dlaczego akurat wy nie?”.
W efekcie trzy gminy jeszcze w tym samym tygodniu złożą wnioski o środki na „cyfryzację dziedzictwa militarnego”. Technologia ma naprędce załatwić to, czego ludzka pamięć nie zdołała uchronić przez trzysta lat. Zawsze tak to u nas wygląda. I jak zawsze kończy się to umiarkowanie drogo, za to tylko trochę pożytecznie.
