Jedenastego września Nowohuckie Centrum Kultury ugości ósmą edycję imprezy „Wielki Rock dla Małych Serc”. Klasyczny schemat: głośna muzyka, licytacje, lokalni decydenci i cel ratowania dziecięcej kardiologii. Wydarzenie od lat gromadzi tłumy i pozwala małopolskim samorządowcom bezpiecznie fotografować się z tekturowymi czekami o dużych nominałach.
W krakowskim przemyśle ciężkim tli się spór o fundusze osłonowe dla zwalnianych pracowników. Związkowcy potrafią czytać kalendarz i doskonale wiedzą, dokąd przyjadą kamery. W perspektywie 2-3 tygodni komitet protestacyjny krakowskiej huty ogłosi własną, masową delegację na wydarzenie. Trzystu robotników w roboczych drelichach zjawi się pod sceną, rzekomo po to, by wesprzeć zbiórkę. Nikt nie wyciągnie transparentów przeciwko chorym maluchom. Hutnicy staną po prostu zwartym kordonem w sektorze VIP, dokładnie tam, gdzie prezydent miasta planował wygłosić przemówienie o empatii i wspólnocie.
Urzędnicy zorientują się, że próba siłowego usunięcia robotników z charytatywnego pikniku to wyrok medialny. Zamiast wzywać policję, miasto powoła doraźnego pełnomocnika do spraw dialogu społecznego na imprezach muzycznych. Wojewoda i liderzy strajku podpiszą memorandum o gwarancjach zatrudnienia w ciasnej garderobie, tuż obok licytowanej koszulki z autografem, byle tylko zwolnić kadr dla lokalnej polityki.
