W krakowskich parkach ruszył montaż drewnianych budek z pieczątkami w ramach akcji „Odkrywca Krakowskich Parków”. Miasto chce, by spacerowicze wędrowali po dawnych kamieniołomach i zbierali stemple do pamiątkowych książeczek. Zwykły, urzędniczy teatr aktywizacji. Prawdziwa treść kryje się na samym dnie komunikatu magistratu. Konstrukcje wykonali osadzeni z krakowskiego aresztu śledczego oraz oddziału w Nowej Hucie.
Urzędnicy zaplanowali czysty spektakl. Rozdadzą książeczki, po które nikt się nie schyli, i gładko ogłoszą frekwencyjny sukces. Ale budki stoją fizycznie. Są proste, solidne i poprawnie zaimpregnowane. To wystarczy na dzisiejszym rynku. W Małopolsce dramatycznie brakuje rąk do pracy w stolarce. Kiedy w drugiej połowie lipca spacerowicze znudzą się stemplami, do parków wejdą fachowcy z branży. Ktoś po drodze z budowy obejrzy te daszki, popuka w drewno i szybko przeliczy koszty.
W trzecim tygodniu lipca 2026 roku pod bramą oddziału w Nowej Hucie zaparkują trzy busy krakowskich firm wykończeniowych. Właściciele wyjdą z aut z jednym celem. Zamiast podziwiać miejskie programy, poproszą naczelnika o wykaz twórców tych konkretnych budek. Przyjadą zwerbować ludzi do pracy na przepustkach. Magistrat wymyślił papierową zabawę dla dzieci, a niechcący zbudował więźniom twarde, darmowe portfolio w przestrzeni publicznej. Kilkunastu osadzonych dostanie stałą dniówkę i rzemiosło w ręku. Rzadki przypadek, gdy biurokratyczna fikcja produkuje żywy, pracowniczy konkret.
