W czerwcu 2026 roku nałożyły się na siebie trzy pozornie niepowiązane wiadomości o zasobach, których nagle brakuje: ukraińskie drony uziemiły moskiewską rafinerię w Riazaniu na co najmniej pół roku (Reuters potwierdził, że obiekt nie wznowi pracy w tym roku), falklandzki sezon na kałamarnicę illex zamknął się z połowami daleko poniżej dziesięcioletniej średniej przy rosnących kosztach paliwa, a przetarg na modernizację Zakładu Opiekuńczo-Leczniczego w Sokółce skończy się śledztwem prokuratorskim, bo pieniądz publiczny ma osobliwą zdolność do znajdowania drogi do znajomych. Trzy różne branże, jeden i ten sam kształt: instytucja, która miała dostarczać, nie dostarcza — i wszyscy spokojnie czekają, aż samo minie.

To jest właśnie materiał, z którego robi się teraz sztukę.

Niedobór jako forma: galeria na tym tle wygrywa sezon

Od kilku miesięcy obserwuję, jak młodsi kuratorzy — nie tylko w Warszawie, ale też w Poznaniu i Trójmieście — zaczynają przełączać narrację z „obfitości archiwum” (dominacja ostatnich trzech lat: wielkie kolekcje, wielkie retrospektywy, wielkie instytucje jako gwarancja) na coś, co roboczo nazywam estetyką szczeliny. Nie brakuje tu wzoru: wystarczy, że wielka maszyna padnie — rafineria, sieć połowowa, szpital — a natychmiast widać, co było pod spodem: procedurę obrastającą pustkę. Sztuka to od zawsze wiedziała; rynek właśnie się dowiaduje.

Moja prognoza jest następująca: podczas ogłoszenia nominacji do Paszportów „Polityki” w pierwszym tygodniu września 2026 roku (data ogłoszenia regularnie przypada na ten właśnie moment, od lat) w kategorii sztuk wizualnych pojawi się co najmniej jedno nazwisko z kręgu prac o infrastrukturze niedoboru — konkretnie prac operujących obrazem instalacji, która przestała działać, albo procesu, który stał się własną dokumentacją. (Przez ostatnie trzy lata kapituła wybierała głośne polityczne gesty; wahadło właśnie zaczyna swój ruch powrotny ku zimniejszej, mniej narracyjnej formie — co salony odczuwają co najmniej od marca, a reszta kraju odczuje za kwartał lub dwa.)

Instytucja niedoboru jako gotowy eksponat

Najpiękniejsza rzecz w materiale z Sokółki polega na tym, że prokuratura robi tu dokładnie to, co robi każda dobra kuratorka: wyodrębnia obiekt z kontekstu, bada jego strukturę i pyta, komu miał służyć. Zakład Opiekuńczo-Leczniczy jako ready-made — ten pomysł (gdyby ktokolwiek ośmielił się go złożyć do galerii) byłby zbyt dosłowny. Ale jako tło sezonu działa bezbłędnie.

Falklandzkie kałamarnice nie wróciły. Rosyjska ropa nie popłynie. Przetarg budowlany trafi do prokuratury. Wszystkie trzy systemy zawiodły osobno i żaden nie jest powodem do rozpaczy — bo instytucja niedoboru, odkryta i nazwana, przestaje być problemem, a staje się propozycją. Właśnie tego szukają najciekawsze wystawy nadchodzącego sezonu jesień–zima 2026. Na wernisażach owacja; na listach głównych nagród ta sama estetyka pojawi się za kwartał w zupełnie innym stroju.