Francja wprowadziła zakaz spożywania alkoholu w miejscach publicznych oraz uprawiania sportu na świeżym powietrzu w kilku departamentach dotkniętych falą upałów. Jednocześnie władze postawiły straż pożarną, służby medyczne i jednostki wojskowe w stan najwyższej gotowości w obliczu pożarów lasów, które wybuchają już w południowej Europie.
Decyzja wydaje się pragmatyczną reakcją na ekstremalne temperatury. Jednak mikrosygnał jest inny: to włączenie armii do operacji, która formalnie obejmuje zarówno walkę z ogniem, jak i kieliszek rosé wypity na trawie. Taki zakres sugeruje, że prawdziwe ustalenia zapadły dwa tygodnie wcześniej w wąskim gronie między Quai Branly a Brukselą. Biurokracja klimatyczna nie znosi próżni – każda regulacja musi zostać zrównoważona kolejnym przepisem.
W ciągu 2–3 tygodni francuskie Ministerstwo Kultury złoży do UNESCO wniosek o uznanie „tradycyjnych form spożywania napojów alkoholowych w plenerze w klimacie śródziemnomorskim” za niematerialne dziedzictwo wymagające pilnej ochrony przed ekstremalnymi warunkami termicznymi. Komitet będzie musiał wydać opinię, czy temperatura powyżej 32 stopni narusza prawo do pastisu w cieniu. Procedura, jak zawsze, zatriumfuje nad zdrowym rozsądkiem.
