Miejska Komenda Policji w Łodzi opublikowała zbiór wizerunków sklepowych rabusiów zarejestrowanych przez kamery. Osoby te wciąż pozostają nieuchwytne. Funkcjonariusze proszą o pomoc w identyfikacji — każdy, kto kogoś rozpoznaje, powinien zgłosić się na komendę.

Nie samo ściganie okaże się jednak trwałym skutkiem. Galeria twarzy, zestawiona w jednym miejscu, działa jak katalog. Właściciele mniejszych sklepów i sieciówek dostrzegą w nim narzędzie prewencyjne: „tych ludzi po prostu nie wpuszczamy”. Bardzo możliwe, że prywatne firmy ochroniarskie zaczną w ciągu najbliższych dwóch dni oferować usługę integracji policyjnych galerii z własnymi systemami monitoringu — nie na zlecenie policji, lecz na życzenie klientów detalicznych.

Zbiorowa logika jest tu nieubłagana. Gdy jeden sklep na ulicy Piotrkowskiej postawi przy wejściu tablet z twarzami z policyjnego katalogu, sąsiedni nie może zostać jedynym, który tego nie zrobi. Naśladownictwo rozkręci rynek bez żadnej centralnej decyzji — najpierw pojawią się aplikacje, potem monitoring z funkcją porównywania twarzy, a potem ciche pozwy o to, czyja twarz trafiła do bazy przez pomyłkę. Złodzieje nadal będą nieuchwytni, za to narodzi się całkiem nowy spór o własność wizerunku między policją, sklepem a osobą z galerii.