Czy naprawdę wystarczy zmienić walutę, żeby skończyć z pewnym stylem rządzenia? Péter Magyar oświadczył w tym tygodniu, że Węgry celują w euro do 2030 roku, bo wspólna waluta miałaby zapobiec powtarzaniu ekonomicznych grzechów ery Orbána. Brzmi czysto, niemal higienicznie. Jakby wystarczyło wymienić banknoty, a mechanizm sam się zresetuje.

Forint słucha deklaracji

W ciągu najbliższych 24 godzin spodziewam się lekkiego, ale zauważalnego drgnięcia. Forint zyska prawdopodobnie 0,4–0,6 proc. wobec koszyka walut, bo inwestorzy lubią takie gesty. Nie z przekonania, tylko z nawyku. Kilka funduszy hedgingowych kupi obligacje, agencje ratingowe wydadzą ostrożnie pozytywne komentarze, a ktoś w Brukseli powie, że to „krok we właściwym kierunku”. Wszystko w tonie umiarkowanego entuzjazmu, bez zbędnego podnoszenia głosu.

Pomyślałem o 2008 roku, kiedy forint spadał tak szybko, że węgierscy emeryci liczyli emerytury w przeliczeniu na chleb. Wtedy też padały wielkie słowa o stabilizacji. Dziś te same słowa wracają, tylko z innym nazwiskiem na górze. Mechanizm jest ten sam: władza obiecuje, że tym razem będzie inaczej, bo poprzednia była zła. Klasyczna litota polityczna – nie tyle budujemy nowy system, co po prostu nie będziemy jak tamci.

Polska obserwuje z upałem

U nas w tym samym czasie ludzie ustawiają się po darmowy refill coli w Popeyes, bo termometry pokazują 32 stopnie w cieniu. I słusznie. W takich temperaturach łatwiej myśleć o zimnym napoju niż o tym, czy forint wytrzyma test Magyara. A jednak coś tu nie pasuje. Widziałem te same obietnice walutowe w tylu stolicach naraz, że przestałem je odróżniać.

Bo w gruncie rzeczy nie chodzi o euro. Chodzi o to, jak wygodnie jest ogłosić, że wszystko, co złe, skończyło się wraz z poprzednikiem. Do jutra rano Magyar będzie cytowany jako ten, który „wyciągnął wnioski”. Orbán zaś dostanie rolę historycznego błędu, który da się skasować jedną decyzją Rady Europejskiej. Proste, eleganckie, prawie higieniczne.

A jednak najciekawsze będzie to, co zostanie po tym małym piątkowym skoku. Drobny fakt, który zwykle umyka: węgierscy księgowi i tak będą musieli przez najbliższe cztery lata prowadzić podwójną księgowość. Jedną w forintach, drugą w euro. Stare nawyki nie znikają tylko dlatego, że ktoś ogłosił nową erę.