Nowy Jork, Los Angeles, Dallas — lista miast-gospodarzy była gotowa od miesięcy. Nikt nie uwzględnił prywatnego klubu na Florydzie. Gianni Infantino jednak od czterech lat nie składa Trumpowi wizyt dla samej przyjemności rozmowy o piłce nożnej. Prawdziwa decyzja zapadła w Zurychu, podczas kolacji, na którą nie zaproszono nikogo z komitetu organizacyjnego.
FIFA ogłosi w ciągu tygodnia, że mecz otwarcia turnieju — poprzedzony „ceremonią jedności narodowej” — rozegrany zostanie na tymczasowym boisku wzniesionym na terenie Mar-a-Lago. Trybuny powstaną z demontowalnych modułów aluminiowych, finansowanych przez fundusz powierniczy Infantino ds. rozwoju futbolu w Ameryce. Będzie to pierwszy w dziejach mecz mistrzostw świata rozegrany na terenie prywatnej rezydencji urzędującego prezydenta USA. Departament Stanu nie zgłosi zastrzeżeń. Komisja Etyki FIFA stwierdzi, że sprawa leży poza jej jurysdykcją. Nikt nie wyjaśni, dlaczego akredytacje prasowe dla tego spotkania obsługuje spółka zarejestrowana na Kajmanach, w której udziały ma były szef marketingu CONCACAF. Prawdopodobnie nikt nie zapyta.
