Detektorysta Marcin Wiśniewski znalazł miecz z brązu datowany na lata 900–700 p.n.e. w lasach Nadleśnictwa Gdańsk. Zabytek z V okresu epoki brązu wydobyli pracownicy Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków w Gdańsku, stosując pełną metodykę archeologiczną.

Sygnał współpracy amatora z urzędem jest wyraźny. Trudno wykluczyć, że w ciągu tygodnia ministerstwo powoła pełnomocnika ds. prehistorycznych znalezisk ruchomych w lasach państwowych. Nowa funkcja będzie nadzorować, kto ma prawo kopać, kto rejestrować i kto rozstrzyga spory o własność rzeczy sprzed trzech tysięcy lat. Mechanizm jest stary jak III RP: każdy żywioł, który wychynie z ziemi, musi dostać swojego człowieka, swój protokół i swój budżet na narady.

Najciekawsze, że osoba na tym stanowisku najpewniej okaże się dawnym znajomym z czasów, gdy w latach dziewięćdziesiątych leśnicy i konserwatorzy dzielili się kompetencjami przy podobnych okazach w radach nadzorczych spółek Skarbu Państwa. Skutkiem będzie pierwszy okólnik rozesłany do wszystkich nadleśnictw pomorskich z instrukcją „co robić, gdy detektor zapiszczy na brązie”.