Awaria konstytucyjnych bezpieczników fiskalnych rzadko kończy się głośnym krachem na rynkach. Zazwyczaj umiera cicho w gabinetach księgowych, którzy po prostu przestają rozumieć, z jakiego konta robią przelew. Skoro ustawa zyskała status dokumentu o płynnej legalności, aparat państwowy musi wyprodukować łatę, która pozwoli urzędnikom spać spokojnie bez ryzyka prokuratorskich zarzutów. Biurokracja nie toleruje próżni, więc wypełni ją nowym papierem.

Resort finansów wkrótce ogłosi powołanie specjalnego departamentu weryfikacji. Jego jedynym zadaniem będzie wystawianie zaświadczeń potwierdzających, że środki przeznaczone na konkretny cel pochodzą z twardego, niepodważalnego jądra finansów publicznych, a nie z wirtualnego „neobudżetu”. Powstanie kasta urzędników certyfikujących ontologiczny byt państwowych pieniędzy.

W ciągu trzech tygodni państwowe spółki i samorządy dostaną nieoficjalne wytyczne, by przy przetargach wymagać dołączenia takiego certyfikatu. Wykonawca budowy drogi czy dostawca sprzętu do szpitala nie podpisze umowy, dopóki rząd oficjalnie nie zagwarantuje pieczątką, że zapłaci mu legalną walutą, a nie obietnicą opartą na zawieszonym prawie. Absurd szybko stanie się rutyną, a państwo po prostu zinstytucjonalizuje własną niewydolność.