Publiczna kłótnia o dopłaty do składek artystów ma jeszcze jedną warstwę, której nie widać w komentarzach o disco polo. Regulamin programu nie rozstrzyga, czy gwiazdor z kontraktem fonograficznym na siedem cyfr i gwiazdor z pięcioma widzami na Facebooku to ta sama kategoria beneficjenta. Skolim, atakując kolegów z branży, mimowolnie postawił to pytanie na piśmie — i teraz jest ono publicznie zadane, co w biurokratycznym kalendarzu oznacza jedno: ktoś musi odpowiedzieć.
Ministerstwo Kultury w ciągu najbliższych 24 godzin najpewniej wstrzyma przyjmowanie wniosków do czasu „doprecyzowania kryteriów” — sformułowanie, które w urzędniczej polszczyźnie brzmi neutralnie, a w praktyce oznacza zamrożenie wypłat na czas nieokreślony. To ruch defensywny, nie merytoryczny. Fundusz Wsparcia Kultury, który dystrybuuje środki, nie dysponuje narzędziem weryfikacji przychodu z działalności twórczej; GUS nie prowadzi takiego rejestru, a ZUS nie odróżnia umowy o dzieło „artystyczne” od zwykłej.
Dla rynku ubezpieczeń zdrowotnych zmiana jest pomijalna. Dla kilkunastu tysięcy muzyków żyjących z koncertów poniżej średniej krajowej — całkiem odczuwalna. Politycznie: kłopot dla resortu. Dla obligacji skarbowych: niedziela jak każda.