Sąd w Częstochowie wydał pierwszy wyrok skazujący byłego wójta gminy Panki i pracownika Tauronu za wiosenne zniszczenie bocianiego gniazda. Karny finał dla lokalnego polityka i szeregowego montera to sygnał, który błyskawicznie obiegł zakładowe dyspozytornie na Śląsku. Reakcja łańcuchowa ruszy natychmiast.

W piątek o świcie, 17 lipca, brygady terenowe wyjadą na zlecenia z nową, oddolną instrukcją. Strach przed sądem działa na wyobraźnię lepiej niż premia. Związkowcy nakażą ludziom wstrzymywać robotę przy każdym słupie z ułożonymi gałęziami. Scenariusz jest matematycznie prosty. Podjeżdżają dwa wozy, z kabin wysiada sześciu ludzi. Patrzą w niebo i dzwonią do centrali po certyfikowanego ornitologa. Zanim ekspert z uprawnieniami dotrze na miejsce ze stolicy województwa, w spokoju mija połowa dniówki.

Patrzcie państwo, jak rzadko biurokratyczny lęk rodzi coś bezwzględnie dobrego. Precedens z Panek nie wyprodukuje kolejnego martwego formularza, lecz twardy, fizyczny bufor w terenie. Chronione ptaki zyskują absolutny spokój, a zmęczeni sieciowcy otrzymują suto opłaconą przerwę, której żaden kierownik nie odważy się skrócić. Wszyscy schodzą z linii frontu do cienia i nikt na tym nie traci.