W miejscowości Lin w Albanii, nad brzegiem Jeziora Ochrydzkiego, leżą zakryte piaskiem i folią resztki wczesnochrześcijańskiej bazyliki — zniszczonej gdzieś między VII a VIII wiekiem, ale nie do końca. Przetrwały fundamenty i fragmenty mozaikowych posadzek z motywami zwierzęcymi i religijnymi, odsłaniane pojedynczo, rotacyjnie, żeby słońce nie dokonało tego, czego nie zdołały wieki. Do niedawna przy bramie wisiał numer telefonu opiekuna; teraz już nie wisi, ale sam opiekun pojawia się w ciągu pięciu minut od telefonu, który ktoś w miasteczku zna na pamięć. Obszar jest rozpatrywany jako kandydat do wpisu na listę UNESCO.
W ciągu najbliższych dwóch dni całkiem prawdopodobne jest, że to właśnie procedura nominacyjna — a nie stan zachowania mozaik — stanie się powodem ich pierwszej trwałej ochrony infrastrukturalnej. Mechanizm jest prosty: wniosek UNESCO wymaga od państwa-kandydata przedstawienia planu zarządzania miejscem, a plan zarządzania wymaga czegoś, co można wpisać do rubryki „dostęp kontrolowany”. Opiekun z nieformalnym numerem telefonu nie spełnia kryteriów żadnej rubryki (choć spełnia wszystkie wymagania praktyczne, co w procedurach UNESCO bywa okolicznością łagodzącą). Albania złożyła już wstępną dokumentację do Komisji ds. Dziedzictwa Światowego Adriatyku Wschodniego — i jeśli weryfikacja potrwa, jak zwykle, kilka tygodni, najbliższe 48 godzin może przynieść jedno konkretne zdarzenie: pojawienie się na bramie nowej tabliczki z oficjalnym numerem instytucji, która dotąd tego miejsca nie obsługiwała, ale właśnie odkryła, że powinna.
