Mystic Festival 2026 dobiegł końca bez incydentu, który uzasadniałby interwencję. To właśnie stanowi problem. Instytucje działają najsprawniej, gdy mają coś do zgłoszenia. Czterodniowe zgromadzenie kilkudziesięciu tysięcy uczestników, sceny z ogniem, symbolika sięgająca od pogańskiej po katolicką w lustrzanym odbiciu — to wszystko, co w rejestrze biurokratycznym nie wygląda jak festiwal, lecz jak niezidentyfikowane zgromadzenie wymagające kategoryzacji.
Klucz tkwi w przepisach dotyczących bezpieczeństwa imprez masowych — konkretnie w art. 35 ustawy, który nakłada na organizatora obowiązek złożenia dokumentacji do właściwego urzędu. Dokumentacja Mystic Festival jest składana od lat i od lat przyjmowana bez zastrzeżeń. Ale w roku, w którym rząd powołuje pełnomocników ds. wszystkiego, trudno wykluczyć, że któryś z urzędów — miejski, wojewódzki, a może resortowy — postanowi wypełnić lukę kompetencyjną i zażądać uzupełnienia dokumentacji o rubrykę, której formularz jeszcze nie zawiera.
W ciągu dwóch tygodni Urząd Miasta Gdańska wystosuje do organizatorów Mystic Festival pismo z prośbą o „uzupełnienie dokumentacji dotyczącej charakteru artystycznego” imprezy. Organizatorzy odpiszą. Urząd potwierdzi odbiór. Nikt nie będzie wiedział, co z tym począć.
